Historia nauczyła nas, że ludzie, którzy zdolni są kochać dzieci bardziej, niż przeciętny zjadacz chleba, aktywnie robią coś, by poprawić ich byt. Janusz Korczak, Maria Montessori, Irena Sendlerowa… I żadne z nich nie zapraszało dzieci do łóżka, nawet jeśli miałoby to być niewinne spanie pod jedną kołderką. 

Wierzyć czy nie wierzyć? Jestem po „Leaving Neverland". To, co obejrzałam nie sprawi, że przestanę cenić Michaela Jacksona jako artystę. Wciąż będę uwielbiać jego muzykę, ale...

Wniosek nasunął mi się jeden: niektórzy bardzo wąsko podeszli do tego dokumentu: Michael-pedofil, Michael winny-niewinny. To nie jest takie istotne jak fakt, że we wszystkim partycypowali rodzice. Bardzo uderzył mnie fakt, że pozwolili oni na tego rodzaju relacje, które nie są normalne od samego początku. Żaden dorosły, stabilny emocjonalnie człowiek nie zachowuje się tak, jak zachowywał się Jackson.

To za pozwoleniem rodziców dzieci nocowały na ranczo, to oni wysyłali swoje pociechy na całe dnie, świadomie tracąc je z oczu. Opowiadali, że mydlono im oczy, ale prawda jest taka, że blichtr zmazał rodzicielską czujność. 

I teraz wyobraźmy sobie sytuację, że dziecko na kolonii śpi w jednym łóżku z wychowawcą, wychowawczynią, płeć mniej istotna. Ważne jest to, że rodzice na pewno nabraliby podejrzeń czy doszło do kontaktów seksualnych, czy nie. Bo to już pewne przekroczenie norm. A dlaczego? Bo sprawa dotyczyłaby szarego człowieka. Gwiazdy mogą więcej.

Mrozi mnie fakt, że dzieci były dosłownie podawane na tacy. Dzieci wręc oferowano bezbronne, gotowe „do użycia”, jak - w najlepszym wypadku - maskotki. I pozwalały na to całe rzesze osób. Rodzice najczęściej mówili o nieprawdopodobnych luksusach, o efekcie obezwładnienia przepychem i wstępem do innego świata, jaki dawała bliskość Michaela. Nikt nie zastanawiał się, dlaczego ten dorosły mężczyzna, zamiast spędzać czas z atrakcyjnymi kobietami i bawić się w towarzystwie rówieśników, wolał otaczać się dziećmi. Pieniądze i sława zmieniały to w pozornie niegroźne fanaberie gwiazdy.

Czy chłopcy, a dziś już mężczyźni, wszystko zmyślili? Można wymyślić pewne akty seksualne,  ale nie sądzę, by tak szczegółowy opis związku, wieloletniej relacji, mógł być wytworem fantazji dwóch osób. I znowu wrócę do tego, co już podkreślałam: nie rozumiem rodziców, którzy godzili się na ciasne przyjaźnie, jakkolwiek to brzmi. Jestem matką i każdy dbający o dobro swojego dziecka inny rodzic zapewne zgodzi się, że nie ma takiego luksusu, takich pieniędzy i takich możliwości, które sprawiłyby, że pozwoliłabym swojemu dziecku na podobnego rodzaju znajomości. Tak więc nie Michael jest tu sednem sprawy, a fakt, że ludzie są słabi wobec walki z pedofilią i będą tak długo, jak będą w życiu rzeczy ważniejsze od dobra i szczęścia dziecka.