Znalezienie pudru sypkiego stało się priorytetem, od kiedy wszystkie, jakich do tej pory używałam, zaczęły zostawiać uczucie ściągnięcie. Tak, zmieniła mi się trochę cera. Potrzebuje więcej nawilżenia, mniej tępego matu. Szukałam długo, pytałam na Instagramie. Wśród poleceń jedna osoba (na kilkadziesiąt) wymieniła ten puder. Został mi w pamięci, bo opisany był jako puder mokry. Oksymoron, co? 

A jednak.

Przypomniałam sobie o nim, przetestowałam i stwierdziłam - bingo. Nie ma uczucia ściągnięcia. To puder chyba dla każdej cery. Świeży, mokry i nie wiem, skąd te złe oceny na Wizażu.

Może z tego powodu, że do wyboru jest tylko jeden ocień (za to transparentny)? Może kobiety żądają niemożliwego? 

Trzeba wiedzieć jednak, czego się po nim spodziewać, by uniknąć rozczarowania. To NIE jest kosmetyk typu scenicznego. Nie da płaskiego, mocnego matu. Nie utrwali Bóg wie jak makijażu, choć mi tego nie trzeba, bo używam niezniszczalnego podkładu Double Wear. 

Ktoś pisał, że tworzy plamy. Plamy? Jakie plamy? Może to była wina źle dobranego podkładu? Inna osoba zarzuca mu, że twarz wygląda jak posypana mąką, ale chyba musiała na siebie nałożyć za dużo kosmetyku, bo moim zdaniem wtapia się świetnie. 

Co najważniejsze - naprawdę nie daje uczucia wysuszenia. Mat jest, ale dyskretny, nie mączno-ryżowy. 

Opinie jednak są tak skrajne, że warto pozwolić sobie nałożyć go podczas wizyty w Sephorze. Ja czuję, że znalazłam puder, przy którym zostanę na długo.

Kto również będzie z niego zadowolony? Posiadaczki skór mieszanych i suchych, szukające pudru, który nie ściąga, lubiące satynowe, a nie intensywne matowe wykończenie. 

Na koniec cena: 135 zł za opakowanie.